piątek, 12 października 2018

25. you've got a friend in me

W kontekście początku rozdziału musiałam dodać to zdjęcie. ;)
Zuzanna. Znaczenie: lilia. Pochodzenie: hebrajski.

Po tym, jak zdobyłam się na szczerość wobec Aleksandra, niewiele się między nami zmieniło – nadal spotykaliśmy się, czasem u niego, czasem u mnie, czasem w kawiarni, nadal chodziliśmy po szkole, trzymając się za ręce, nadal wymienialiśmy od czasu do czasu pocałunki. Mimo tego wszystkiego czułam jednak, że było trochę inaczej. On wyraźnie spinał się za każdym razem, gdy Białka chociażby mijał nas na korytarzu lub gdy wspominałam o nim w rozmowie, a robiłam to jedynie wtedy, kiedy musiałam, zwykle w kontekście lekcji historii; odnosiłam przez to wrażenie, że Olek przestał mi ufać albo że był wściekły na historyka za to, że ten kiedyś mnie zranił, chociaż przekonywał mnie, że nic takiego nie czuje. Ciągle też nie potrafiłam oswoić się z myślą, że mogłabym być z nim w związku na zawsze, w czym nie pomagała mi obecność Henryka.
Nie miałam pojęcia, dlaczego, może właśnie po to, by udowodnić mi swoje oddanie, ale – mimo moich wcześniejszych próśb – Aleksander namówił mnie na celebrowanie moich urodzin. Spotkaliśmy się tego dnia w kawiarni, gdzie powitał mnie bukietem kwiatów.
– Dlaczego akurat lilie? – zapytałam, wkładając je do wazonu z wodą podanego nam przez kelnerkę.
– Dlatego, że twoje imię pochodzi od hebrajskiego słowa szoszan, które oznacza właśnie lilię – wyjaśnił. – Chciałem dać ci coś osobistego, więc zacząłem szukać w necie i wpadłem na to. Może kwiaty nie są zbyt trwałe, ale...
– Nie tłumacz się już – przerwałam mu. – Podobają mi się. Są... piękne.
– Ale nie tak piękne jak ty – odparł z uśmiechem.
Odwzajemniłam uśmiech, jednak nic już nie odpowiedziałam. Uderzyło mnie, jak podobnie do Henryka Olek myślał w niektórych sprawach. Tak jak rok wcześniej Białek sprezentował mi perłę, czyli mój kamień urodzeniowy, teraz on dał mi coś w pewien sposób związanego ze mną, a do czego nie przywiązywałam większej wagi, nawet jeżeli gdzieś kiedyś się o tym dowiedziałam.
Kiedy otrzymaliśmy już zamówienie, zapytał:
– Naprawdę nie masz nic przeciwko, że nie kupiłem ci nic innego? Myślałem o biżuterii, ale wszystko, co wydawało mi się odpowiednio ładne, za bardzo obciążyłoby mi budżet.
– Naprawdę. Najważniejsze, że pamiętałeś. Chociaż mówiłam ci, że nie chcę obchodzić urodzin.
– Wiem, ale pomyślałem, że te urodziny są na tyle szczególne, że powinnaś miło je spędzić.
– Jasne. Dzięki.
Byłam sceptyczna wobec celebrowania osiemnastki, jednak wyjście z Olkiem na kawę okazało się dobrym pomysłem. Jak zwykle dobrze nam się rozmawiało, a ja na jakiś czas zapomniałam o moich zmartwieniach oraz kłopotach sprzed roku. Nie trwało to długo, ale ceniłam sobie ten czas.
Niedługo potem nadeszły wakacje. Dzięki temu, że jednak obchodziłam urodziny – nie tylko mój chłopak, ale także rodzina zdecydowała się poświęcić mi w tym dniu trochę uwagi – nie straciłam rachuby czasu i od tego dnia z niecierpliwością czekałam na wolne, mimo że nie miałam na ten czas żadnych planów. Dni bez szkoły miały być dla mnie po prostu okazją, by od niej odpocząć, mogliśmy też spotykać się z Olkiem, kiedy tylko chcieliśmy, nie patrząc na to, czy jest akurat wtorek, czwartek czy sobota.
Dopiero w połowie lipca pojawił się nowy pomysł. Któregoś dnia, kiedy włączyłam komputer i zalogowałam się do mediów społecznościowych, zobaczyłam wiadomość od Dagmary.
D: Hej, żyjesz?
Z: Nie, umarłam.
D: :O Ale nie zrobiłaś sobie krzywdy, nie?
Z: No przecież, że nie. Jak sobie rok temu nic nie zrobiłam, to teraz sobie zrobię?
D: No tak, w sumie racja.
D: Ale ja nie to chciałam. Sprawa jest taka, że wujek Sary ma domek letniskowy nad jakimś jeziorem i ona tam w każde wakacje na początku sierpnia jeździ na trochę, i może zabrać ze sobą kilkoro znajomych. Ma już zebraną jakąś ekipę, ale przed chwilą mi napisała, że jeszcze tak trzy osoby mogłyby dołączyć i pomyślała o mnie, tobie i Olku.
D: Chcielibyście jechać?
Z: Cóż, jego musiałabym spytać, a ja... sama nie wiem.
Z: A ty chcesz?
D: Właśnie chodzi o to, że ja bardzo, bardzo chcę. Miałam już jechać w zeszłe wakacje, ale przejęłam się twoim poronieniem i wolałam zostać, żeby cię wspierać.
Po przeczytaniu jej wiadomości zrobiło mi się ciepło na sercu, z drugiej strony zrobiło mi się żal Dagmary. Wciąż zaskakiwała mnie tym, jak wiele dla mnie robiła – wiedziałam, że sporo poświęciła rok wcześniej, kiedy niemalże codziennie mnie odwiedzała, ale nie miałam pojęcia, że z tego powodu zrezygnowała z wakacji ze znajomymi. Zanim wybrałam na telefonie numer Olka, odpisałam jej:
Z: Och. Nie wiedziałam.
Z: Zapytam Olka, czy chce jechać, a potem będę jeszcze musiała dogadać się z rodzicami, ale raczej jesteśmy na tak.
– Co tam, kochanie? – przywitał się ze mną chłopak, kiedy już zadzwoniłam.
– Cześć. Jest sprawa.
Wciąż nie przyzwyczaiłam się do tego, że coraz częściej mówił do mnie „kochanie”, jednak tym razem postanowiłam to zignorować. Bez zbędnych wstępów powtórzyłam mu słowa Dagmary. Zamilkł na krótko, by w końcu powiedzieć:
– Jeżeli ty się tam wybierasz, to ja też.
– Okej. Przekażę Dadze, co zdecydowaliśmy.
– Spoko. To do później.
– Pa.
Z: Jedziemy. Oboje.
D: ALE ZAJEBIŚCIE
D: Piszę do Sary
Wiedziałam, że zajmie jej to chwilę, którą ja z kolei postanowiłam wykorzystać na załatwienie sprawy z mamą. Zamknęłam laptopa i przeszłam do kuchni. Mama gotowała akurat obiad, w czym pozwoliłam sobie jej przeszkodzić. Stojąc cały czas w drzwiach, opowiedziałam jej o inicjatywie Sary i o tym, jak bardzo zależało Dagmarze, by jechać. Gdy tylko skończyłam, zapytała:
– Dlaczego chcesz, żebym w ogóle o tym wiedziała?
– Bo nie chcę robić niczego za twoimi plecami.
Ani na chwilę nie oderwała się od gotowania obiadu. Westchnęła krótko, po czym wytknęła mi:
– Jakoś w zeszłym roku tak nie myślałaś. Miałaś chłopaka, o którym ja i tata nie wiedzieliśmy. Sypiałaś z nim. Może gdzieś z nim bywałaś, w jakichś podejrzanych miejscach, gdzie mogła stać ci się krzywda. Dlaczego teraz jesteś tak szczera?
– Mówiłam ci już. Tamten rok trochę mnie nauczył. Ukrywanie wszystkiego przed wami nic mi nie dało, może nawet zaszkodziło. Chcę, żeby teraz było inaczej. To jak, zgodzisz się?
Chociaż czułam, że podjęła już decyzję, nie podzieliła się nią ze mną od razu. Najpierw dopytała:
– Ale możesz mi obiecać, że będziesz na siebie uważać i nie zrobisz tam nic głupiego.
– Obiecuję.
Uśmiechnęła się i powiedziała:
– W takim razie zgadzam się.
– Dzięki!
Spontanicznie podeszłam bliżej i przytuliłam ją. Odwzajemniła uścisk, czego się nie spodziewałam. Stałyśmy tak dobrych kilka minut, obejmując się w ciszy.
– Przykro mi, córeczko, że musisz uczyć się na błędach, w dodatku takich – wyszeptała mi do ucha po chwili – ale to dobrze, że się uczysz.
Nie miałam pojęcia, jak mogłam odpowiedzieć, zresztą gdybym powiedziała cokolwiek, zapewne zaczęłabym płakać – jej słowa sprawiły, że łzy nabiegły mi do oczu.

* * *
Wakacje, urozmaicone wyjazdem ze znajomymi, minęły jak z bicza strzelił. Nawet nie zauważyłam, jak nadszedł wrzesień i rozpoczęła się klasa maturalna. Rzucona w wir spraw szkolnych, szybko zaczęłam zastanawiać się, gdzie podziały się tamte dwa miesiące wolności.
Oprócz czasu wolnego ograniczonego przez naukę została ograniczona również, jak mi się wydawało, moja swoboda w związku. Aleksander raczej nie stawiał mi wygórowanych wymagań i nie był zaborczy, jednak zaraz na początku roku szkolnego wymógł na mnie i Dagmarze, by mógł ze mną siedzieć w jednej ławce na lekcjach historii. Miałam wrażenie, że to z zazdrości o Henryka.
– Dlaczego tylko na historii? – zdziwiła się Daga po usłyszeniu jego prośby. – Jak chcecie, to możecie razem siedzieć na wszystkim, to nie jest dla mnie problem.
– Nie! – powiedziałam. – To nie będzie konieczne. Zresztą na historii też możemy dalej siedzieć razem...
– Ale ja ci już mówiłem, że mi zależy – wtrącił się Aleksander.
Zaczęliśmy się przegadywać: ja naciskałam na to, by dalej siedzieć z przyjaciółką w ławce, on na rzecz zupełnie odwrotną. W końcu Dagmara przerwała nam i – mimo zbliżającego się dzwonka na lekcję – zaciągnęła mnie do łazienki.
– Zuza, o co chodzi? – zapytała.
– Nieważne – westchnęłam.
– Przecież widzę, że to ważne. Jesteśmy tu same, możesz mi powiedzieć. Co się stało między tobą a Olkiem?
Westchnęłam krótko. Nie miała pojęcia, że byłam kiedyś związana z naszym historykiem, i nie chciałam jej o tym mówić, wyglądało jednak na to, że nie miałam innego wyjścia. W końcu odważyłam się odezwać:
– Pamiętasz mojego korepetytora z pierwszej klasy? Z którym byłam potem w związku?
– Jak mogłabym zapomnieć? – prychnęła. – Co z nim? I co to ma tu do rzeczy?
– To był Białek.
– Że co?
– Byłam w związku z Białkiem – powtórzyłam. – Nie wiedziałam wtedy, że jest nauczycielem, dowiedziałam się po zmianie szkoły. Olkowi powiedziałam jakiś czas temu, pewnie jest zazdrosny.
Dagmara była w wyraźnym szoku, jednak nie skomentowała mojej relacji z nauczycielem. Bez słowa przyciągnęła mnie do siebie i przytuliła. Po chwili, kiedy rozbrzmiał już dzwonek na lekcję, wyszeptała:
– Dlaczego nic nie mówiłaś? Musi być ci tak strasznie ciężko, a wiesz, że ja cię zawsze wspieram...
– Wiem. Było mi głupio. Poza tym...
– Poza tym co? – Nie dokończyłam, ale ona i tak wpadła na to, co krążyło mi po głowie. – Zuza... ty go dalej kochasz, tak?
Poczułam, jak pojedyncza łza spływa po moim policzku. Wytarłam ją wierzchem dłoni, kiwając przy tym głową.
– Ale ja nie rozumiem – powiedziała. – Przecież jesteś teraz z Olkiem, wydawało mi się, że dobrze jest wam razem.
– Bo jest nam dobrze, tylko ja właściwie nic do niego nie czuję. Jest wspaniały jako kumpel, ktoś, z kim mogę czasem się spotkać, ale nic więcej. W dodatku to, że Białek nas uczy, w ogóle mi nie pomaga.
Zamyśliła się. Pewnie stałabym z nią w tej łazience jeszcze dłuższą chwilę, gdyby nie woźna, która weszła do środka.
– Dziewczynki, a co wy tu robicie? – zapytała. – Nie macie teraz lekcji?
– Mamy, tylko koleżanka gorzej się poczuła – odparła Dagmara. – Ale już jest lepiej.
– No, to zmykajcie.
Wyszłyśmy z toalety i udałyśmy się w stronę sali historycznej.
– Oczywiście nie musisz się martwić, że komuś powiem, bo nie powiem – paplała w drodze. – Właściwie to nie wiem, czy za to, że jesteś z Olkiem, chociaż go nie kochasz, powinnam cię szanować, czy szkalować, ale w sumie to nie moja sprawa, tym bardziej, że on wie i cię nie rzucił. A tak w ogóle, chcesz z nim siedzieć na tej historii czy nie?
– No właśnie nie bardzo, głupio mi, jak sobie pomyślę, że on to robi, żeby mnie kontrolować czy coś w tym stylu – przyznałam, chociaż pobudek mojego chłopaka mogłam się tylko domyślać.
– Spoko.
Posłała mi pokrzepiający uśmiech, po czym weszłyśmy do klasy. Henryka nie było w sali – pomyślałam, że to nawet dobrze się składa, bo może dzięki temu nasze spóźnienie umknie jego uwadze. Kiedy Daga zobaczyła Olka siedzącego na jej miejscu, zawołała:
– Aleksander, ty tu nie siedzisz! Wracaj na swoje miejsce!
– Przecież rozmawialiśmy o tym! – odpowiedział.
– Ale myśmy się nie zgodziły!
Przewracając oczami, zebrał swoje rzeczy i przesiadł się do zajmowanej przez siebie wcześniej ławki. Akurat gdy wszyscy usiedliśmy, nauczyciel wrócił do sali. W ręku trzymał dziennik, po który najwyraźniej musiał wyjść. Niestety zauważył mnie i Dagmarę i skojarzył, że nie było nas na początku zajęć.
– A panie dlaczego się spóźniły? – zapytał nas.
– Zuza gorzej się poczuła, byłyśmy... u higienistki.
Henryk skinął głową ze zrozumieniem i przeszedł do prowadzenia zajęć. Sama starałam się słuchać tego, co mówił, jednak rozpraszała mnie moja sąsiadka z ławki. Obserwowałam ją kątem oka i dobrze widziałam, że miała pewne trudności ze skupieniem uwagi na lekcji – możliwe, że słuchała Białka, ale przy tym ciągle bawiła się ołówkiem lub bezmyślnie rysowała coś w zeszycie. Wiedząc, że przez spóźnienie i tak byłyśmy już na celowniku nauczyciela, nie zapytałam, co chodziło jej po głowie, aż do przerwy. Tuż po dzwonku wyciągnęłam ją na korytarz.
– Co ty taka dziwna jesteś? – zagadnęłam, gdy usiadłyśmy na ławce pod klasą.
– Ja? Dziwna? Wydaje ci się – odparła wymijająco.
– Przestań, przecież widzę. Wiem, kiedy nie potrafisz się skupić.
Rozejrzała się, a ja razem z nią. Wokół kręciło się mnóstwo uczniów, przy których zapewne nie chciała poruszać tematu, bo zaciągnęła mnie w zaciszny kąt pod schodami.
– Ciągle mam w głowie to, że byłaś w związku z Białkiem i że nadal coś do niego czujesz – przyznała. – Nie wiem, co ty w nim takiego widzisz. Przecież on nie jest jakoś wybitnie przystojny, nauczycielem nie jest złym, ale i tak nie wydaje się zbyt pociągający z charakteru.
– Może to kwestia tego, że poznałam go prywatnie. Na korepetycjach naprawdę dobrze nam się rozmawiało – stwierdziłam. – Poza tym... – urwałam. Zrobiło mi się głupio po tym, co przyszło mi do głowy, ostatecznie jednak postanowiłam podzielić się z Dagą również moją ostatnią myślą. Chociaż byłam speszona, dodałam: – Co prawda nie mam porównania, ale to wszystko chyba też dlatego, że Białek jest... dobry w łóżku.
Uśmiechnęła się półgębkiem i uniosła jedną brew.
– No, no, nie spodziewałabym się ani po tobie, ani po nim, że to o to może chodzić. Jak tak na niego patrzę, to wcale nie wygląda na demona seksu, w ogóle się zaczęłam zastanawiać, co ty w nim widzisz, ale chyba uwierzę ci na słowo.
Wydawało mi się, że chciała coś jeszcze powiedzieć, jednak nie zdążyła – nie pozwolił jej na to dyrektor Żytni, który przerwał nam rozmowę i poprosił mnie do swojego gabinetu. Poprosił mnie, bym usiadła przy jego biurku, kiedy sam zajął swój fotel. Chociaż wiedziałam, że nie zdążyłam nic przeskrobać od początku września, zaczęłam się denerwować.
– Miałem porozmawiać o tym z tobą jeszcze w poprzednim roku szkolnym, ale nie było okazji – zaczął. – Wiem od profesora Białka, że swego czasu był w związku z dużo młodszą od siebie dziewczyną. Przepraszam, jeżeli to pytanie nie jest na miejscu, ale muszę upewnić się...
– Tak – przerwałam mu, wiedząc, do czego zmierza. – To ja jestem tą dziewczyną. Kiedy mam zacząć rozglądać się za nową szkołą?
– Dlaczego miałabyś rozglądać się za nową szkołą? – zdziwił się.
– Wydawało mi się, że skoro byłam w związku z jednym z nauczycieli, to nie powinno mnie tu być.
– Posłuchaj, Zuza. Dopóki nie mam podejrzeń, że nadal między wami coś jest i ma to wpływ na waszą relację nauczyciel-uczennica, nie mogę wyrzucać cię ze szkoły. Przyznaję, że pomyślałem o tobie w chwili, gdy zorganizowałaś dla profesora petycję, było coś szczególnego w tym, jak się zaangażowałaś, ale poza tym nie widzę w twoim zachowaniu nic złego.
– Cieszę się – przyznałam. – Tylko... o czym chciał pan porozmawiać, jeżeli tamta sprawa to nie problem?
– Dostaliśmy kilka dni temu informację o wojewódzkim międzyszkolnym turnieju tańca towarzyskiego. Każdą szkołę, która zgłosi się do konkursu, ma reprezentować para składająca się z jednego ucznia i jednego nauczyciela, a ja wiem z pewnego źródła, że potrafisz tańczyć walca. Nie musisz się zgadzać, ale pomyślałem, że mogłabyś wziąć udział.
– A kto został wytypowany spośród nauczycieli?
– Profesor Białek – odpowiedział spokojnie.
Miał poważny wyraz twarzy, więc i ja – choć przyszło mi to z trudem – powstrzymałam się od uśmiechu. Równie spokojnie co on, odparłam:
– Dobrze. Wezmę udział.
Skinął głową i, w końcu się uśmiechając, zanotował coś w kalendarzu.

* * *
Ciekawostka: ostatnio czytałam książkę, w której z rozdziału na rozdział autorka przeskoczyła o trzy lata. Dobra, tak na serio to trochę się usprawiedliwiam. Chociaż nie wydaje mi się, żeby ten przeskok w czasie aż tak tu gryzł w oczy (w pierwszych rozdziałach też miałam jeden i w sumie bardziej go żałuję).
Generalnie to wiem, że nie jest to jeden z najlepszych rozdziałów tutaj, ale też jest potrzebny.
Trochę poza tematem: wrzuciłam do zakładek (vel stron, u góry po prawej) jednoczęściowe opowiadanie, ogólnie to właściwie nie ma związku z głównym wątkiem bloga, ale gdyby ktoś miał chwilę, to zapraszam.
Mam już napisane wszystkie rozdziały, aż do ostatniego, wiszą na bloggerze i czekają tylko na ostatnie poprawki. Z jednej strony wiedziałam, że kiedyś ta opowieść się skończy (bo czemu miałaby się nie skończyć), ale z drugiej zrobiło mi się już trochę przykro.

Ale cieszysz się, że tu jesteś, prawda?
Dopóki to trwa.
Netka Sidereum Graphics